Jamie Burnett, wobec którego wciąż prowadzone jest dochodzenie w sprawie domniemanego udziału w ustawieniu wyniku meczu UK Championship i celowego przegrania ze Stephenem Maguirem 3-9, poznał swojego rywala w pierwszej rundzie mistrzostw świata. Będzie nim… Stephen Maguire.

Eurosport

Foto: Eurosport

Od nieszczęsnego meczu w UK Championship minęło już sporo czasu. Sprawa wyniku pojedynku Burnetta z Maguirem regularnie jednak powraca.
Dla przypomnienia: w połowie grudnia zeszłego roku, w pierwszej rundzie UK Championship mieli zagrać ze sobą dwaj Szkoci - rozstawiony Stephen Maguire i kwalifikant Jamie Burnett. Dużym faworytem był oczywiście numer dwa światowego rankingu, Maguire. Na kilka dni przed zawodami, brytyjscy bukmacherzy odnotowali wzmożone przypadki zakładania przez Internet kont w biurach bukmacherskich i zawierania na nich zakładów na mecz szkockich snookerzystów. Za każdym razem typowany był wynik 9-3 dla faworyta. Bukmacherzy momentalnie podjęli decyzję o zawieszeniu zakładów na to spotkanie. Informacja o anomaliach została przekazana przez ciało zrzeszające wyspiarskie firmy bukmacherskie do Światowej Federacji Snookera. Wieść o potencjalnym szachrajstwie w jednej chwili rozeszła się po snookerowym światku. Zaalarmowani działacze postanowili baczniej przyjrzeć się pojedynkowi Maguire'a i Burnetta. Mimo faktu, że wszyscy o wszystkim wiedzieli, mecz zakończył się wynikiem 9-3 dla Maguire'a…
Przytoczone zdarzenia - a przede wszystkim ich finał - nie świadczą definitywnie o winie Burnetta. Bezpośrednio po meczu mówił, że „nigdy wcześniej nie czuł tak wielkiej presji”, dając do zrozumienia, że powszechna wiedza na rzeczony temat zamieniła jego mecz w samospełniającą się przepowiednię. Wciąż prowadzone jest dochodzenie, ale żadne ostateczne wnioski i decyzje na pewno nie pojawią się przed kwietniowo-majowymi mistrzostwami świata.
Mimo wielkiej niechęci powracania do sprawy, Burnett wielokrotnie był zmuszany do odpowiadania na liczne pytania dotyczące meczu:
- Nie ma pytań, na które powinienem teraz odpowiedzieć. Nie zrobiłem nic złego - zarzekał się w jednym z wywiadów. - Póki trwają wyjaśnienia, nie będzie z mojej strony żadnych dalszych komentarzy - zapowiadał.
Paradoksalnie, Burnett od tamtych wydarzeń zaczął grać jak z nut. Przeszedł przez eliminacje do Welsh Open, China Open, aż wreszcie wywalczył awans do finałowej fazy mistrzostw świata - po raz pierwszy od swojego debiutu w Crucible 13 lat temu!
Po zwycięskim meczu z Fergalem O'Brienem dziennikarze nie pytali go jednak o emocje związane z długo wyczekiwanym powrotem do świątyni snookera w Sheffield, ale o… „tę sprawę”.
- Jeśli dobrze się orientuję, był to mecz snookera, który przegrałem - i na tym koniec. Federacja prowadzi dochodzenie - przypomniał poirytowany. - Kiedy gram w snookera, wszystko jest w porządku - nie myślę o tym w ogóle, bo nie ma o czym myśleć. Tak jak mówiłem wcześniej - jeśli Federacja potrzebuje ze mną porozmawiać, wiedzą gdzie jestem. Nie mam nic do ukrycia i nic do dodania - powtarzał Jamie Burnett.
- Trudno jest o tym zapomnieć, bo każdy chce tylko o tym rozmawiać. Za to dla mnie to ostatni temat, któremu chcę poświęcać czas - podkreślał licząc na to, że powodów ponownego wyciągania sprawy będzie z czasem mniej niż więcej.
Los okazał się wredny dla Burnetta.
W środowym losowaniu par pierwszej rundy mistrzostw świata, do rozstawionego Stephena Maguire'a z kapelusza wyciągnięto Jamiego Burnetta.
Przed Szkotami mecz do 10 wygranych frejmów rozgrywany w dwóch sesjach - każda z nich odbędzie się innego dnia. Dużo czasu na snucie opowieści. Bardzo dużo.
Mało kto będzie jednak zawracał sobie głowę kiedyś tam wbitym przez Burnetta 148-punktowym brejkiem, czy rekinami trzymanymi przez Maguire'a w domowym akwarium. Nikt też nie odważy się wytypować wyniku meczu. Każdy za to chętnie przypomni, dlaczego typować nie warto.
dołącz do Ponad 3 milionów użytkowników w aplikacji
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, wynikami i wydarzeniami na żywo
Pobierz
Udostępnij
Reklama
Reklama