Fabiański się nudził.

Łukasz Fabiański nie ma łatwego życia z obrońcami Arsenalu. W meczu z Aston Villą jego koledzy sprokurowali dwie sytuacje rywali, w których polski bramkarz nie miał wielkich szans. Poza tym głównie się nudził. Arsenal jak zwykle zagrał jednak brawurowo w ataku i wygrał 4:2.

Eurosport

Foto: Eurosport

Gracze The Villans przez całą pierwszą połowę nie oddali na bramkę Fabiańskiego celnego strzału. Można się było obawiać, że nierozgrzany reprezentant Polski skapituluje przy pierwszym uderzeniu w światło bramki. I tak się stało.
Sprzed pola karnego półwolejem uderzył Ciaran Clark. Łukasz był zasłonięty, na powtórce widać, jak wychylił się zza pleców rywali, by dojrzeć co zrobi Clark. Był przez to spóźniony o ułamek sekundy.
Bura należy się jednak obrońcom. Trzech Kanonierów mogło doskoczyć do Clarka, ale każdy patrzył na kolegę i pomocnik gospodarzy w efekcie został bez opieki.
Drugi raz Fabiański skapitulował, bo znów bez opieki pozostał Clark. Tym razem w polu bramkowym. Młody Anglik strzelił głową pod poprzeczkę. W tym momencie gospodarze przegrywali 2:3. Prócz tych sytuacji, Fabiański był raczej bezrobotny.
Tyle o naszym bramkarzu. Znacznie ważniejszą postacią był w sobotę Andriej Arszawin. Rosjanin szalał zwłaszcza w pierwszej połowie, gdy strzelił gola, a przy drugim asystował. Dobre zawody zaliczyli także Chamakh i Nasri.
Kanonierzy przerwali więc serię dwóch porażek (z Tottenhamem i Bragą). Trzy punkty zdobyte w Birmingham dały podopiecznym Arsene Wengera pozycję lidera. Przynajmniej do końca meczu Czerwonych Diabłów z Blackburn.
Aston Villa - Arsenal Londyn 2:4 (0:2)
Bramki: Clark 52, Clark 71 - Arshavin 39, Nasri 45, Chamakh 56, Wilshere 90+3.
dołącz do Ponad 3 milionów użytkowników w aplikacji
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, wynikami i wydarzeniami na żywo
Pobierz
Udostępnij
Reklama
Reklama