Eurosport
Tottenham lepszy
📝
14/04/2010, 22:51 GMT+2
Wielke emocje na White Hart Lane. Walczący o czwarte miejsce w Premier League Tottenham pokonał w pasjonujących derby północnego Londynu Arsenal 2:1. Koguty zanotowały 51. zwycięstwo w tym prestiżowym meczu, a pierwsze w lidze od 11 lat.
Eurosport
Foto: Eurosport
Nie od dziś wiadomo, że kibice Tottenhamu i Arsenalu nie przepadają za sobą. Mimo że oba zespoły są z północnego Londynu nie ma nawet mowy o odrobinie przyjaźni. Nie inaczej jest też na murawie. W środę wszystko jednak odbylo się w spokojnej atmosferze. To było 165. spotkanie derbowe między tymi drużynami.
Gospodarze znakomicie zdawali sobe sprawę z rangi tego spotkania. Ich ewentualna wygrana zwiększała ich szanse na zajęcie czwartego miejsca na koniec sezonu Premier League. Natomiast przyjezdni cały czas mają jeszcze teoretyczne szanse na mistrzostwo kraju. Trzeciej lokaty raczej na pewno nie stracą.
Ludzie Harry Redknappa od początku mocno zaatakowali i na efekty nie trzeba było długo czekać. Po niepewnej interwencji Manuela Almunii pięknym strzałem lewą nogą zza pola karnego popisał się Danny Rose. 19-letni Anglik uderzył w sumie z woleja w sam środek bramki, ale piłka nabrała dziwnej rotacji i zaskoczyła golkipera gości.
Goście nie mieli specjalnie argumentów, aby zagrozić w pierwszej połowie bramce strzeżonej przez Gomesa. To, co jednak działo się w końcówce całego spotkania to był popis brazylijskiego golkipera.
Zanim to tego doszło, od razu po przerwie gospodarze zdobyli drugą bramkę. Genialne podanie Jermeine'a Dafoe z głębi pola wykorzystał Gareth Bale. 20-letni Walijczyk nominalnie jest obroncą, ale w środę grał na prawej pomocy, a tej akcji zachował się jak rasowy napastnik.
Wydawało się, że Kanonierzy się nie podniosą. Koguty spokojnie kontrolowały wydarzenia na murawie aż do czasu, gdy na boisku pojawił się Robin Van Persie. Holenderski napastnik Arsenalu nie grał z powodu kontuzji od listopada. Nie było jednak tego absolutnie widać.
Od razu na bramkę Heurelho Gomesa posypały się groźne strzały. Ostatnie 20 minut z Van Persie'm na boisku to kompletna dominacja zespołu Arsene'a Wengera. Widać było, że gol "wisi w powietrzu". Jak w transie bronił jednak Gomes. To, co wyprawiał zasługuje na wielkie uznanie. Skapitulował wprawdzie po strzale Nicklasa Bendtnera, ale nie miał wtedy wiele do powiedzenia. Wcześniej trzy razy genialnie blokował próby rywali.
Ostatecznie gospodarze dowieźli wygraną. To był ich 51. sukces w derby północnego Londynu. Było to ich pierwsze zwycięstwo nad odwiecznymi rywalami od listopada 1999 roku. Od tego czasu nie udawało im się pokonać Arsenalu w 20 spotkaniach. Kanonierzy po tej przegranej praktycznie odpadli z walki o tytuł. Liczą się w niej jeszcze Manchester United i prowadząca Chelsea.
Powiązane tematy
Reklama
Reklama