Eurosport
Wspaniały Everton rozbił..
📝
20/02/2010, 14:34 GMT+1
Rozpędzony Everton pokonał kolejnego faworyta do mistrzowskiego tytułu. Po tym jak podopieczni Davida Moeysa rozprawili się z Manchesterem City i Chelsea Londyn, przyszedł czas na Manchester United. Na Goodison Park "The Toffees" pokonali ekipę "Czerwonych Diabłów" 3:1.
Eurosport
Foto: Eurosport
Walczący o mistrzowski tytuł Manchester United, musiał wygrać w sobotnim meczu z Evertonem, by utrzymać jednopunktową stratę, bądź wyprzedzić londyńską Chelsea. Ale plany piłkarzom Sir Alexa Fergusona pokrzyżowali ambitnie grający zawodnicy "The Toffees".
Zamiast zgrzytu kości i brutalnej walki, zawodnicy Davida Moeysa imponowali... grą w piłkę. Pomoc Evertonu składająca się z niskich, ale świetnie wyszkolonych technicznie graczy jak: Landon Donovan, Mikel Arteta czy Leon Osman raz po raz imponowała efektownymi i celnymi podaniami. Jednak pierwsi ze zdobytej bramki cieszyli się piłkarze United.
Po dośrodkowaniu Antonio Valencii i nieudanej interwencji obrońcy Evertonu, Sylvaina Distina, piłka wpadła prosto pod nogi Dimitara Berbatowa. Bułgarski napastnik "Czerwonych Diabłów" uderzył mocno pod poprzeczkę i Tim Howard musiał wyciągać piłkę z siatki.
Pomimo faktu, że mecz był wyrównany, to kolejne gole strzelali tylko zawodnicy gospodarzy. Trzy minuty po trafieniu Berbatowa, "The Toffees" odpowiedzieli bramką Dinara Biljaletdinowa. Rosjanin popisał się pięknym strzałem z dystansu, przy którym nic do powiedzenia nie miał Edwin van der Sar.
Kolejne bramki padały w drugiej połowie i co ciekawe, strzelali je wychowankowie Evertonu: Jack Rodwell i Dan Gosling. Pierwszy pojawił się na boisku w 69 minucie, a po kolejnych siedmiu miał już na koncie gola. Gosling sprytnie uprzedził Patrica Evrę i wykorzystał podanie od Steve'a Pienaara. Natomiast Rodwell dobił Manchester, strzelając bramkę w 90 minucie. Na murawę wybiegł zaledwie... 120 sekund wcześniej.
Choć to żadne usprawiedliwienie, to po zawodnikach Manchesteru widoczne były trudny wtorkowego, wyjazdowego meczu Ligi Mistrzów z Milanem. Zwłaszcza napastnik gości, Wayne Rooney, był mocno zmęczony i po jego dyspozycji w spotkaniu z "The Toffees" było widać, że potrzebuje kilku dni odpoczynku. Z drugiej strony, również we wtorek, Everton grał w Lidze Europa ze Sportingiem Lizbona.
Piłkarzom Moeysa może podziękować Chelsea Londyn, która nawet w przypadku porażki w wyjazdowym meczu z Wolverhampton utrzyma jednopunktowe prowadzenie w tabeli.
Powiązane tematy
Reklama
Reklama