Udinese - Lech 2:1...

Piłkarze "Kolejorza" przegrali w rewanżowym meczu 1/16 finału Pucharu UEFA z włoskim Udinese 1:2 (1:0). Po doskonałej pierwszej połowie w wykonaniu Poznaniaków, Lechici wyszli na na drugie 45 minut, jakby byli inną drużyną. Po błędach obrony stracili dwie bramki i odpadli z Pucharu UEFA.

Eurosport

Foto: Eurosport

W ostatnich latach polskie drużyny zazwyczaj odpadały z europejskich pucharów po fatalnych występach. Blamaże Wisły Kraków z Norwegami i Gruzinami, czy słaby mecz Legii w Wilnie zakończony walkowerem. Lech w tym sezonie pokazał całej Europie, że nad Wisłą, a raczej nad Wartą też potrafią kopać piłkę. I to kopać ładnie, skutecznie, wkładając w to mnóstwo serca, ambicji, a także zostawiając na murawie więcej zdrowia niż wykazały to przedsezonowe badania wydolnościowe.
Lech zaatakował od samego początku. W ciągu pierwszych dziesięciu minut stworzył kilka bardzo groźnych sytuacji, ale żadnej nie potrafił zamienić na bramkę. Co się odwlecze, to nie uciecze. W 12. minucie Semir Stilic podał prostopadle piłkę do Hernana Rengifo, a ten wbiegł w pole karne i pokonał bramkarza Udinese. „Kolejorz” grał, jakby spotkanie odbywało się na Bułgarskiej, stwarzał groźne sytuacje, prezentując futbol, jaki bardzo rzadko można zobaczyć w wykonaniu polskiej drużyny. Piłkarze Franciszka Smudy grali agresywnie, wyprzedzali Włochów, dobrze się zastawiali i bardzo dobrze grali w środku pola. Kibice przecierali oczy ze zdziwienia, piłkarze włoskiej drużyny nie bardzo wiedzieli, jak sobie poradzić z Lechitami, a Poznaniacy grali swoje. Niestety, nie udało im się podwyższyć rezultatu i na przerwę schodzili z jednobramkową przewagą.
Po przerwie zobaczyliśmy zupełnie inne drużyny. Lech stracił wszystkie swoje atuty, a Udinese Calcio na odwrót. Włosi od 46. minuty przejęli inicjatywę i już po 12 minutach drugiej połowy było 1:1. Dla Lecha mecz zaczął się od początku. Niestety, tak bardzo dobrze funkcjonujące pomoc i skrzydła Lechitów w pierwszej połowie, w drugiej przestały funkcjonować. Tylko nieskuteczności Włochów należy zawdzięczać, że Lech nie stracił drugiej bramki między siedemdziesiątą a osiemdziesiątą piątą minutą gry. Na osiem minut przed końcem bardzo poważne ostrzeżenie dla coraz częściej gubiącej się defensywy Lecha. Asamoah wpada w pole karne Turiny, pokonuje go, ale piłka trafia w poprzeczkę. Lech nie miał nic do stracenia i jeszcze raz zaatakował. Semir Stilic robił, co mógł, ale nie miał należytego wsparcia w partnerach. Gdy piłka trafiała już w obręb „szesnastki”, to albo piłkarze z Poznania nie trafiali (Lewandowski) albo gubili piłkę (Wilk). Gdy kibice Lecha na stadionie w Udine zaczęli odliczać ostatnie trzy doliczone minuty meczu, Marcin Kikut popełnił błąd, który kosztował Lecha utratę drugiej bramki. Nieporadność obrońcy „Kolejarza” w całości oddała to, co podopieczni „Franza” zaprezentowali w drugiej połowie.
Trudno odmówić Lechitom zaangażowania, trudno ocenić, co by było, gdyby grał Peszko, trudno winić za porażkę trenera Franciszka Smudę. Trudno też zrozumieć, co się stało z „Kolejorzem” w drugiej połowie meczu…
Po meczu powiedzieli:
Franciszek Smuda (trener Lecha): - Chcieliśmy kontrolować grę, ale również wykorzystać błędy przeciwnika. Prawie nam się udało, sytuacji jak na wyjazdowe spotkanie i to z takim przeciwnikiem mieliśmy mnóstwo. Zamiast prowadzić do przerwy 3:0, przegraliśmy mecz 1:2. Mały niesmak pozostał, bo Udinese można było spokojnie ograć. Na pewno na wyniku mógł zawyżyć fakt, że nie rozegraliśmy wcześniej meczu ligowego, a i żadnego sparingu nie zagraliśmy w pełnym składzie. Uważam, że w pucharach dotarliśmy bardzo daleko i pokazaliśmy bardzo dobrą grę. Żadnego spotkania nie musimy się wstydzić.
Pasquale Marino (trener Udinese): - Jestem zadowolony z gry, ale w drugiej połowie. Zaczęliśmy źle, ale nasza nerwowość była spowodowana nie najlepszymi ostatnio występami. W przerwie powiedziałem swoim zawodnikom, aby grali spokojniej, szybciej wymieniali piłkę i grali konsekwentnie. Nie obawialiśmy się ani przez moment, że możemy odpaść z rozgrywek. Zasłużyliśmy na awans, ale to przykre, że z włoskich drużyn tylko nam udało się przejść do kolejnej rundy Pucharu UEFA. Zdaję sobie sprawę, że oczekiwania wobec nas będą coraz większe, ale na razie nie myślimy o tym.
dołącz do Ponad 3 milionów użytkowników w aplikacji
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, wynikami i wydarzeniami na żywo
Pobierz
Udostępnij
Reklama
Reklama