Eurosport
Kanarki zadziobały rywali
📝
18/06/2009, 18:58 GMT+2
To był dla Brazylii spacerek. Piłkarze "Canarinhos" bez najmniejszego trudu pokonali graczy Stanów Zjednoczonych 3:0 (2:0). Bramki dla zwycięzców zdobywali Felipe Melo (7'), Robinho (20') i Maicon (62'). Brazylia jest już niemal pewna awansu do półfinału Pucharu Konfederacji.
Eurosport
Foto: Eurosport
Konfrontacja Brazylii ze Stanami Zjednoczonymi nie przyniosła kibicom tyle dramaturgii co poprzedni mecz "Canarinhos" z Egiptem. Wtedy do dopiero w 90. minucie Kaka, skutecznie egzekwując rzut karny, dał swojej drużynie zwycięstwo 4:3. Amerykanie w pierwszym swoim występie w tegorocznym Pucharze Konfederacji ulegli Włochom 1:3. "Jankesi" mecz ten kończyli w dziesiątkę po czerwonej kartce jaką po pół godzinie gry otrzymał Ricardo Clark.
Drużyna prowadzona przez Boba Bradleya powtótrzyła ten wyczyn również w spotkaniu z Brazylią, zarówno pod względem ostatecznego wyniku, jak i liczby zawodników wyrzuconych z boiska. Tym razem "szczęśliwcem" został Sascha Kljestan, który w 55. minucie brutalnie zaatakował nogi Ramiresa. Kartkę otrzymał jednak dwie minuty później, bo w pierwszym momencie arbiter główny, Szwajcar Massimo Busacca, nie zauważył tego zagrania. Dopiero po konsultacji ze swoim asystentem zdecydował się, zresztą bardzo słusznie, wyrzucić gracza Chivas USA z boiska.
Osłabienie "Jankesów" nie miało jednak większego wpływu na losy spotkania, bo kiedy Kljestan opuszczał karnie murawę, jego koledzy z reprezentacji przegrywali już 0:2. Brazylijczycy bardzo szybko, bo już w 7. minucie objęli prowadzenie. Pięknym strzałem głową popisał się Felipe Melo i Tim Howard nie miał nic do powiedzenia.
Amerykański bramkarz Evertonu po raz drugi piłkę z siatki musiał wyjmować w 20. minucie, kiedy to zabójczą kontrę Brazylii ze spokojem wykończył Robinho.
Gdy USA grało już w osłabieniu, Brazylijczycy postawili kropkę nad "i". Kaka z Ramiresem rozklepali defensywę rywali, piłka trafiła do niezwykle ofensywnie grającego prawego obrońcy Interu, Maicona. Ten huknął z ostrego kąta pod poprzeczkę bramki Howarda. Nie do obrony.
Skoro jesteśmy już przy poprzeczkach, warto nadmienić, że Amerykanie w samej końcówce meczu dwukrotnie trafiali w ten element konstrukcji bramki. Za pierwszym, jak i drugim razem dokonywali tej sztuki rezerwowi. Najpierw Benny Feilhaber (84. minuta), a chwilę później Connor Casey (89. minuta). Honorowy gol dla graczy Bradleya paść jednak nie chciał.
Zwycięstwo "Canarinhos" oznacza niemal pewny awans drużyny Dungi do kolejnej rundy. Amerykanie mogą natomiast powoli się pakować, bo ma wyjście z grupy szanse mają minimalne. Ale dopóki piłka w grze...
O 20:30 rozpocznie się drugie spotkanie w grupie B, w którym Egipt spróbuje sprawić niespodziankę w meczu z Włochami. Na relację tekstową z tego spotkania zapraszamy oczywiście na naszą stronę
Powiązane tematy
Reklama
Reklama