Eurosport
Bayern w 1/4 finału
📝
09/03/2010, 21:13 GMT+1
Kapitalny mecz we Florencji. Gospodarze byli o krok od awansu do ćwierćfinału Ligi Mistrzów, ale to Bayern Monachium gra dalej. Ludzie Luisa Van Gaala przegrali 2:3, ale w pierwszym spotkaniu na własnym boisku wygrali 2:1. Bohaterem gości został Holender Arjen Robben.
Eurosport
Foto: Eurosport
Spotkanie na Stadio Artemio Franchi nie rozczarowało i widać było, że mamy do czynienia z meczem 1/8 finału Ligi Mistrzów. Gospodarze dobrze zdawali sobie sprawę, że nawet wygrana 1:0 da im awans do kolejnej fazy. W pierwszym meczu w Monachium Bayern wygrał w kontrowersyjnych okolicznościach tylko 2:1. Bramkę w doliczonym czasie gry zdobył z pozycji spalonej Miroslaw Klose.
Po pierwszej połowie miejscowi mogli czuć się jedna nogą w ćwierćfinale. Katastrofalny błąd popełnił bramkarz gości Hans-Joerg Butt., który wypuścił przed siebie piłkę po strzale Marco Marchionniego z 30 metrów. Dopadł do niej Juan Vargas, którego nie wiedzieć czemu nie pokrył Daniel Van Buyten. Belg patrzył się tylko i nic nie zrobił. Vargas kapitalnie uderzył pod poprzeczkę.
Wiadomo było, że po przerwie Bayern musi zaatkować, ale to gospodarze zdobyli drugą bramkę. Na jej początku Steven Jovetić wykorzystał podanie piętą od Alberto Gilardino. Ten drugi był jednak na lekkiej pozycji spalonej, ale sędzia tego nie zauważył.
W błędzie byli jednak ci, którzy sądzili, że zespół z Monachium już się nie podniesie. W tamtym momencie do awansu zawodnikom Van Gaala potrzebne były dwie bramki. No i wtedy rozpoczęło się kapitalne widowisko.
Ładnym, precyzyjnym strzałem zza pola karnego popisał się Mark Van Bommel, ale już w kilka minut później gospodarze zdobyli trzecią bramkę. Znowu katastrofalnie zachował się Van Buyten. Beigijski stoper dał się przepchnąć w polu karnym Joveticiowi. Ta sytuacja bardzo przypominała tę z meczu reprezentacji Belgi z Polską, gdy tego obrońcę w podobny sposób oszukał Radosław Matusiak.
Po raz drugi w tym meczu gości byli zatem poza Ligą Mistrzów, ale zaledwie 72 sekundy później genialnym strzałem lewą nogą zaskoczył Sebastiana Freya Arjen Robben. Holenderski pomocnik Bayernu w ostatnich dniach chorował na grypę, ale po tym, co pokazał we wtorek można mieć wątpliwości, czy serio mu coś dolegało.
Od początku do końca szalał po lewej stronie boiska. Ogrywał rywali jak dzieci. Być może po prostu Van Gaal dał mu odpocząć w ostatnim meczu ligowym. Jeśli tak, to było to znakomite posunięcie.
Prowadzeni przez Cesare Prandelliego gracze "Fiołków" próbowali jeszcze coś zrobić, ale przyjedni spokojnie kontrolowałi wydarzenia na murawie.
- Jest w nas dużo złości i rozczarowania. Tego wieczoru pokazaliśmy się z bardzo dobrej strony i nie mamy sobie nic do zarzuczenia. To, że odpadliśmy to efekt pierwszego meczu i to boli - powiedział bramkarz "Fiołków" Sebastian Frey. - Granie w takich wietrznych warunkach jest ciężkie. Ale Robben zdobył piękną bramkę - dodawał.
Gospodarze wygrali z niemieckim zespołem po raz pierwszy w czwartym meczu europejskich pucharów. To jednak było tylko pyrrusowe zwycięstwo. Goście z Monachium zanotowali wcześniej aż 18 spotkań bez porażki, ale z wtorkowej napewno się nie martwią. Problemem dla trener Luisa Van Gaala są jednak bez wątpenia żółte kartki Bastiana Schweisteigera. Jego pomocnik nie zagra w pierwszym meczu ćwierćfinału.
- To był ciężki mecz, bo przeszkadzał mocno wiatr. Dlatego dużo graliśmy po ziemi i to przyniosło nam efekt. Pokazaliśmy, że jesteśmy lepi w dwumeczu - dodawał Schweisteiger.
Oczywiście na razie nie wiadomo z kim Bayern zagra w tej fazie. Okaże się to po kolejnych meczach 1/8 i losowaniu.
Powiązane tematy
Reklama
Reklama