Historyczny bieg Sikory?

Już w sobotę w niemieckim Oberhofie odbędzie się bieg sprinterski mężczyzn na dystansie 10 km. Niewykluczone, że 10 stycznia 2009 okaże się historycznym dniem dla polskiego biathlonu.

Eurosport

Foto: Eurosport

Jeżeli Tomasz Sikora odrobi w klasyfikacji generalnej 10 punktów do liderującego Emila Hegel Svendsena, zostanie pierwszym polskim liderem Pucharu Świata.
Bartosz Rainka: Jak spędził Pan Nowy Rok i Święta Bożego Narodzenia?
Tomasz Sikora: Święta spędziłem w domu, w gronie rodzinnym. Natomiast Nowy Rok już w Jakuszycach, gdzie przygotowywałem się do kolejnych startów w P.Ś.
Jak ocenia Pan swoją dyspozycję po niemal 3-tygodniowej przerwie w występach w Pucharze Świata?
- Bardzo ciężko jest mi coś powiedzieć na temat swojej dyspozycji. W czasie świąt byłem przeziębiony i nie wiem na ile to się odbiło na moim przygotowaniu. Dlatego bardzo ważny dla mnie był start w sztafecie. Chciałem poznać swoje obecne możliwości. Niestety na pierwszej zmianie nasz zawodnik złamał karabin i nie miałem możliwości startu.
Czy w sobotnim biegu będzie Pan jakoś wyjątkowo zmobilizowany w związku z dużą szansą na objęcie prowadzenia w klasyfikacji generalnej Pucharu Świata?
- Nie. Staram się odrzucać takie myśli, ponieważ bardziej przeszkadzają niż pomagają. Chcę wykonać swoją pracę na trasie i strzelnicy jak najlepiej, a wtedy i wynik będzie mnie zadawalał.
Kto w przekroju całego sezonu będzie najgroźniejszy w walce o Kryształową Kulę?
- Już przed sezonem mówiłem, że bardzo mocny będzie Svendsen i to się potwierdza. Oczywiście rywalizacja będzie do samego końca sezonu, a głównymi pretendentami oprócz Norwega według mnie będą: Bjoerndalen, Greis i cała plejada zawodników z Rosji.
Jak skomentuje Pan zajęcie 8. miejsca w plebiscycie na najlepszego sportowca Polski 2008 roku? Kto Pana zdaniem najbardziej zasługiwał na zwycięstwo?
- Ósme miejsce jest dla mnie dużym, ale bardzo miłym zaskoczeniem. Co do zwycięstwa to sam głosowałbym na złotych medalistów olimpijskich. Powód? - Można być idealnie przygotowanym pod względem sportowym, ale do tego trzeba jeszcze odporności psychicznej, ponieważ gdzieś w podświadomości tkwi myśl, że następna szansa nadejdzie dopiero za cztery lata. Moim faworytem był Leszek Blanik.
dołącz do Ponad 3 milionów użytkowników w aplikacji
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, wynikami i wydarzeniami na żywo
Pobierz
Udostępnij
Reklama
Reklama