Wenta: Więcej szacunku

Brązowi medaliści mistrzostw świata są już w Polsce. Większość naszych piłkarzy ręcznych przyleciała do Warszawy w poniedziałek rano. - Szkoda, że niektórzy zmieszali nas z błotem po pierwszej fazie. W innych krajach jest inne podejście - powiedział serwi

Eurosport

Foto: Eurosport

Kibice zgotowali naszemu zespołowi wspaniałe przyjęcie. Fanów było jednak zdecydowanie mniej niż dwa lata temu, gdy Polacy wracali do kraju z wicemistrzostwem świata. Najpierw rano na Okęciu szczypiornistów witało ponad 100 kibiców, a późnym popołudniem na warszawskim Torwarze sukces ekipy Wenty świętowało prawie 1000 osób. Były wiwaty, wystąpienia bohaterów, okrzyki i śpiewy "Sto lat". Dostało się jednak prezesowi ZPRP Andrzejowi Kraśnickiemu. Gdy zbliżał się do mikrofonu, ktoś krzyknął: "Dziękujemy za bilety". Było to nawiązanie do braku wejściówek dla Polskich kibiców. Prezes, po chwili konsternacji, przeprosił za brak kart wstępu. - To nie nasza wina. Nie mieliśmy żadnej możliwości załatwienia biletów. Dla kibiców z Francji też nie było, a przecież ich zespół zdobył złoto - bronił się Kraśnicki. Dość niefortunną wypowiedź zaliczył za to Minister Sportu i Turystyki, Mirosław Drzewiecki.- Jak za dwa lata ze Sztokholmu przyjedziecie ze złotymi medalami, to będzie na was czekała cała hala fanów - stwierdził minister.Najbardziej oblegany był oczywiście selekcjoner Polaków, Bogdan Wenta. Z trenerem rozmawiał Krzysztof Srogosz.
Po chorwackiej imprezie jesteście chyba o wiele mocniejsi mentalnie?Na pewno pokazaliśmy, że jesteśmy grupą ludzi, którzy mimo mnóstwa przeciwności walczą do końca. Od 2007 roku cały czas idziemy jedną drogą i mam nadzieję, że tej filozofii nie zatracimy. Szkoda, że razem z nami nie mógł przyjechać Artur Siódmiak, bo pewnie byłby ozdobą. Przyznam, że jakby nie trafił w ostatniej sekundzie spotkania z Norwegią, to byśmy mu jaja urwali w szatni, ale na szczęście udało mu się. Następnego dnia na treningu już w ogóle nie udawało mu się tak rzucić.
Brakowało Wam kibiców?Strasznie ciężko się gra bez wsparcia, gdy przeciwko tobie są sami kibice rywali. Marzymy o wielkiej imprezie w Polsce. Mamy przecież obiekty w Katowicach, Gdańsku, Kaliszu czy Bydgoszczy. Może dożyjemy, żeby w Polsce, odbyła się taka impreza. Musi być jednak więcej osób życzliwych piłce ręcznej.
Dwa medale z rzędu na mistrzowskiej imprezie to niesamowite osiągnięcie.Uważam, że byliśmy największą niespodzianką. Przecież nikt nie dawał nam szans na medal. Przed dwoma laty to my na wszystkich polowaliśmy, a teraz to my byliśmy zwierzyną. Szkoda, że pojawiło się tyle nieżyczliwych ludzi w Polsce. To nas bolało, ale pokazaliśmy wszystkim, że to tylko nas wzmacnia. Zakładaliśmy przed mistrzostwami wyjście z grupy z dwoma lub czterema punktami. Nie udało się, ale przecież później pokonaliśmy trzech potentatów. Może nie graliśmy porywająco, ale na takiej imprezie naprawdę nie liczy się styl, tylko zwycięstwa. Wielu ludzi dziwi się, jak to możliwe, że przy takim stresie tak graliśmy. My jesteśmy ekipą, która zawsze będzie jechała do przodu. W Chorwacji przeszliśmy ciężko szkołę życia i dlatego ten medal jest tak wyjątkowy. Ktoś nad nami jednak chyba czuwa w niebie.
Czuliście, że w kraju było tylu nieżyczliwych ludzi?Jasne. Ciężko jest zawodnikowi grać dobrze, gdy czyta w Internecie, albo ktoś mu powie, że słabo zagrał i jest do bani. Niestety niektórzy popadają w Polsce w skrajności w skrajność. Jesteśmy przecież krajem katolickim i powinno być coś między niebem, a piekłem, jakiś czyściec. Szkoda, że niektórzy zmieszali nas z błotem po pierwszej fazie. W innych krajach jest zupełnie inne podejście. Zasługujemy na więcej szacunku.
Pana słowa z końcówki meczu z Norwegią zna już chyba każdy. Zyskał Pan miano proroka.To nie jest tak do końca. Staraliśmy się zachować zimną głowę do ostatniej sekundy. Ta akcja, która przejdzie do historii już wcześniej była po części zaplanowana. Zawodnicy wiedzieli, kogo mają kryć, a kogo odpuścić. Chcieliśmy umożliwić rywalom oddanie jak najszybszego rzutu, aby mieć jeszcze czas na ostatnią akcję.
A czy pamięta Pan ze swojej kariery jako zawodnik i teraz jako trener podobne sytuacje?Jeszcze nigdy czegoś takiego nie przeżyłem. Oczywiście zdarzały się sytuacje, gdy wygrywa się mecz w ostatniej sekundzie po zaplanowanej akcji. Ale coś takiego?! To niesamowite, a dramaturgia była pełna. Trzy minuty przed końcem, gdy Norwegowie spokojnie kontrolowali mecz, na twarzach moich zawodników było widać rozpacz. Okazało się, że w piłce ręcznej to jednak bardzo dużo czasu.
Jest Pan dla zawodników prawdziwym mentorem. Ciężko się prowadzi zespół, w którym są tak różne charaktery?To faktycznie duża grupa i czasem trudno nad nimi zapanować. Jedni są przystojni, inni brzydcy, a jeden goli sobie głowę na łyso. Z każdym jednak można konie kraść, wygrywać albo przegrywać. Nawet w najtrudniejszych momentach możemy zawsze na siebie liczyć. Potrafimy się podnieść. Wyznajemy zasadę: jak walczysz, możesz przegrać, ale jak nie walczysz, to też przegrałeś.
dołącz do Ponad 3 milionów użytkowników w aplikacji
Bądź na bieżąco z najnowszymi wiadomościami, wynikami i wydarzeniami na żywo
Pobierz
Udostępnij
Reklama
Reklama