Eurosport
📝
31/01/2009, 11:37 GMT+1
- Chorwaci wygrali jak najbardziej zasłużenie. My zostaliśmy rozgromieni. To nie była porażka, to był pogrom, a wręcz po przerwie rzeź niewinątek - mówił tuż po piątkowym spotkaniu zdobywca czterech bramek w półfinale Marcin Lijewski.
Eurosport
Foto: Eurosport
- Po obiecujących pierwszych trzydziestu minutach, wyszliśmy z szatni i przez parę minut nie mogliśmy rzucić bramki. Praktycznie po 10 minutach drugiej połowy było już po meczu. Trener uczulał nas, żebyśmy się nie dali ponieść atmosferze hali, emocjom, żebyśmy grali na zimno. Potrafiliśmy sobie wprawdzie stworzyć sytuacje do zdobycia gola, ale nie umieliśmy ich skutecznie zakończyć. A jeśli robi się takie błędy z takim zespołem, to się właśnie kończy porażką - tłumaczy zdobywca sześciu bramek w meczu z Chorwacją. .
- I wściekłość, i żal, i jeszcze wiele innych rzeczy... Ale jestem zły i zawiedziony. Druga połowa to już było dobijanie, rzeź niewiniątek. To paradoks, bo przed przerwą okazało się, że można ich dopaść. Może lepiej by było, żebyśmy grali bez przerwy? Naprawdę nie potrafię tego wytłumaczyć... Trzeba wstać z kolan i walczyć o brązowy medal. Na szczęście Duńczycy też poważnie dostali od Francuzów, więc o brąz będą walczyły zespoły zdruzgotane psychicznie. Kto szybciej się podniesie, ten wygra, tak mi się wydaje. Nie sądzę, by wynik pierwszego meczu z Danią miał jakiekolwiek znaczenie w niedzielę. To jest zupełnie inna stawka i zupełnie inna historia - dodawał Lijewski.
Powiązane tematy
Reklama
Reklama