Eurosport
Lech przegrał w karnych
📝
28/08/2009, 01:30 GMT+2
Lech Poznań miał swoje szanse w rewanżu. Robert Lewandowski zmarnował doskonałą okazję do zdobycia bramki, ale to Wesley Sonck w końcu pokonał Kasprzika. O awansie zadecydowały rzuty karne. Piłkarze z Brugii byli bezbłędni. W Lechu nie trafili Djurdević i Rengifo
Eurosport
Foto: Eurosport
Kiedy polski zespół odpada z europejskich pucharów prezentując się nieźle, to zwykle decydują niuanse, które obrazują różnicę klas. W takich spotkaniach polski zespół może mieć jedną, góra dwie okazje i trzeba je wykorzystać.
Odpadamy jednak dlatego, bo w tych decydujących momentach wychodzi brak ogrania, mniejsze umiejętności techniczne, decydujące o tym, że Polski zespół będzie słabszy od tzw. europejskiego średniaka. W drugim meczu Lecha z FC Brugge też była taka sytuacja. Po doskonałym podaniu Stilicia Robert Lewandowski był sam na sam ze Stijnem Stijnenem. Miał dużo czasu, by wymyślić odpowiedni pomysł na pokonanie bramkarza gospodarzy, ale dały o osobie znać wspomniane braki, które obrazują różnicę klasy.
Napastnik Lecha pogubił się przyjmując piłkę i z groźnej akcji zostało wspomnienie i ogromne westchnienie zawodu kibiców Lecha. Nie można obarczać młodego Lewandowskiego winą za porażkę i nie o to w tym chodzi. Zwyczajnie, właśnie to pokazuję, dlaczego polska piłka i polscy piłkarze są, gdzie są. Do tego Lech miał jeszcze kilka okazji do strzelenia gola.
Bohaterem Lecha mógł zostać Bartosz Bosacki. W drugiej połowie dogrywki walnął po rzucie rożnym z woleja, ale piłka trafiła w Stijnena i później poprzeczkę. Rengifo został zablokowany przez obrońców w ostatniej chwili. Nawet Stilić zdobył bramkę, jednak irlandzki arbiter odgwizdał faul Hernana Rengifo na bramkarzu gospodarzy.
Irlandzki sędzia Alan Kelly pogubił się. Najpierw wskazał na środek, żeby po chwili zmienić decyzję. Sytuacja sporna. Teoretycznie bramkarz w polu bramkowym jest nietykalny, ale Peruwiańczyk został wepchnięty na Stijnena przez rywala.
FC Brugge w rewanżu przez długie minuty nie schodził z połowy Lecha. Piłka groźnie fruwała od lewej do prawej strony, kiedy wrzucał ją to Klukowski albo Didar i Odjidja-Ofoe. W polu karnym czekali na nią rewelacyjny Wesley Sonck, który zostawił na boisku mnóstwo zdrowia, oraz Joseph Akpala. Ambicja tego pierwszego został nagrodzona w 79. minucie, kiedy dopadł do piłki wyplutej przez Kasprzika, po mocnym strzale z Odjidja-Ofoe i pokonał bramkarza Lecha. Zanim jednak do tego doszło drużynę Jacka Zielińskiego ratowały dwa słupki oraz koszmarna nieskuteczność klubu z Brugii.
W dogrywce oba zespoły były mocno zmęczone, ale Lech nie opadł zupełnie z sił. Bronił się, próbował atakować i dotrwał do karnych.
Mówi się, że karne to loteria. Zgadza się. Lechici strzelali je jednak koszmarnie. Nie trafili Djurdević i Rengifo. Pierwszy niczym David Beckham trafił nad poprzeczką, a strzał Peruwiańczyka obronił Stijnen. Belgowie byli bezbłędni, trafiali z zimną krwią i dlatego zagrają w fazie grupowej Ligi Europa.
- Głowy będą spuszczone pewnie przez całą drogę do Poznania. Rano jest trening i musimy wziąć się w garść - powiedział po meczu kapitan Lecha Bartosz Bosacki.
Club Brugge - Lech Poznań 1:0 (agg. 1:1), (4:3 k.)
Bramki: 1:0 Wesley Sonck (79).
Rzuty karne: 0:1 Bartosz Bosacki, 1:1 Wesley Sonck, 1:1 Ivan Djurdjević (strzał niecelny), 2:1 Vadis Odjidja-Ofoe, 2:2 Gordan Golik, 3:2 Jeroen Simaeys, 3:3 Seweryna Gancarczyk, 4:3 Michael Klukowski, 4:3 Hernan Rengifo (obrona bramkarza).
Club Brugge: Stijn Stijnen - Jorn Vermeulen, Jeroen Simaeys, Antolin Alcaraz, Michael Klukowski - Jonathan Blondel (89. Karel Geraerts), Vadis Odjidja-Ofoe, Nabil Dirar, Ronald Vargas (93. Mohamed Dahmane) - Wesley Sonck, Joseph Akpala (120. Daniel Chavez).
Lech Poznań: Grzegorz Kasprzik - Marcin Kikut, Manuel Arboleda, Bartosz Bosacki, Seweryn Gancarczyk - Dimitrije Injac (120. Gordan Golik), Tomasz Bandrowski, Semir Stilić (66. Jakub Wilk), Ivan Djurdjević - Robert Lewandowski (116. Krzysztof Chrapek), Hernan Rengifo.
Powiązane tematy
Reklama
Reklama