Eurosport
Pechowy Fabiański
📝
29/08/2012, 15:39 GMT+2
Arkadiusz Głowacki przez wiele lat uchodził w polskiej piłce za uosobienie pecha. A to z powodu licznych kontuzji, ale również dlatego, że często trafiał samobóje. Obrońca Wisły zmierza ku schyłkowi swojej kariery i los chyba próbuje wybrać sobie kolejną ofiarę, którą może być Łukasz Fabiański.
Eurosport
Foto: Eurosport
Od pewnego momentu kariera bramkarza reprezentacji Polski i Arsenalu to nieustające pasmo pechowych wydarzeń, związanych z łapaniem kontuzji w najważniejszych momentach. A zaczęło się pięknie. Fabiański wywalczył miejsce w podstawowy składzie. Początek miał trudny, ale po meczach z Partizanem w Lidze Mistrzów i szczególnie z Manchesterem City w Premier League, Arsene Wenger przekonywał, że w końcu widzi bramkarza, jakiego ma na treningach i że będzie to numer 1 w jego drużynie. Następnie 27 grudnia 2010 "Fabian" mocno przyczynił się do zwycięstwa nad Chelsea, za co otrzymał wiele pozytywnych recenzji. Wydawało się, że jeszcze bardziej umocnił swoją pozycję. Rysowała się jasna i przejrzysta przyszłość.
- Pamiętam, jak Łukasz dopiero zaczynał swoją grę na poważnie w piłkę nożną, gdy w wieku 15 lat trafił do mnie, a później, w wieku prawie 20 lat, odszedł do Legii. Przez okres gry w ekstraklasie i wcześniej, Łukasz miał bodajże jakiś jeden drobny uraz, wynikający z walki na boisku. I później po odejściu z Legii do Arsenalu również nic się ze zdrowiem nie działo, aż przyszedł moment, że Łukasz był już bardzo blisko regularnego grania. W pewnym momencie dostał kredyt zaufania. Następnie Wojtek wykorzystał swoją szansę spowodowaną kontuzją Łukasza i od tamtego momentu to się wszystko za nim tak ciągnie. Kumulacja jakiegoś pecha, no bo jak inaczej to wytłumaczyć? - mówi Eurosport.onet.pl Andrzej Dawidziuk, były trener Fabiańskiego z akademii w Szamotułach, a obecnie szkoleniowiec bramkarzy w reprezentacji Waldemara Fornalika.
Najnowszy przypadek to przekreślenie możliwości gry w ligowym meczu ze Stoke City. Wojciech Szczęsny wypadł przez kontuzję żeber. Naturalnym kandydatem do podstawowego składu stał się Fabiański, ale jak pech, to pech. Kontuzja pleców i jego wyeliminowała z udziału w tym spotkaniu. Ta informacja nie mogła jednak boleć tak bardzo, jak wiadomość o konieczności opuszczenia reprezentacji w przededniu mistrzostw Europy. Imprezy życia dla obecnej generacji polskich kadrowiczów.
- Oczywiście jestem w kontakcie z Łukaszem. Rozmawialiśmy po ostatniej kolejce. On jest na takim etapie, że to, co jest najgorszą zmorą sportowca, czyli rozczarowania spowodowane urazami i kontuzjami, ma już za sobą. Nauczył się z tym walczyć. To, co miał do stracenia w ostatnim okresie, to już stracił. Myśli optymistycznie, bo nie ma co rozpaczać. Chodzi konkretnie o mistrzostwa Europy. Patrząc, jak życie napisało scenariusz tej naszej reprezentacji na Euro 2012, to dostał taki jakby drugi cios. Myślę, że sytuacja, która się wydarzyła na mistrzostwach, dawała mu szansę bycia jednym z dwóch bramkarzy, mogących zastąpić Wojtka.
Przed obecnym sezonem Fabiański wypowiadał się z dużym optymizmem, w porównaniu do nastawienia sprzed Euro, kiedy mówił otwarcie, że nie miałby nic przeciwko temu, by zmienić klub, bo ma dość siedzenia na ławce. Wiele wskazywało na to, że tak się właśnie stanie. Tymczasem ku pewnemu zaskoczeniu Fabiański został, by jeszcze raz podjąć rękawicę. Mogło to również wynikać z tego, że specjalnie rozchwytywany nie był, a ewentualne oferty nie satysfakcjonowały go na tyle, żeby gdziekolwiek się ruszać. Tak czy siak "Fabian" został i postanowił wygrać rywalizację ze Szczęsnym. Nie udało się, ale nawet w obliczu kontuzji rywala i możliwości rozegrania pełnego meczu, sam otrzymał od życia kolejne sportowe rozczarowanie.
Fabiański trafił do Arsenalu w 2007 roku. Sprawdził się, bo już w czerwcu 2009 podpisał nowy, długoterminowy kontrakt, co było sygnałem, że klub wiąże z nim przyszłość. Teraz sytuacja jest diametralnie inna. Polski bramkarz znalazł się w trudnej sytuacji. Hejterzy pewnie aż przebierają palcami do przylepienia mu na plecach kartki z napisem "człowiek-szklanka", niczym niegdyś rywalowi Jerzego Dudka w Liverpoolu, Chrisowi Kirklandowi. Niestety - rzeczywistość jest brutalna. "Fabian" gra coraz mniej i ma mniej okazji do zaprezentowania pełni swoich umiejętności. Fabiański zbliża się powoli, jeśli jego kariera dalej tak się będzie toczyć, do momentu zmierzenia się z dylematami, z jakimi zmagał się całkiem niedawno na przykład Tomasz Kuszczak. Albo zaciskam pięści, zapieram się i walczę o skład, co będzie niezwykle trudne w obliczu tak mocnego kontrkandydata, a udowodnił to obecny sezon, albo zmieniam drużynę, by więcej grać. Stracę na tym pewnie finansowo, ale zaspokoję swoje sportowe ambicje. Klasyka piłkarskiego świata.
- Ja na przyszłość Łukasza patrzę przez pryzmat tego, czy Arsenal chce kupić jakiegoś bramkarza, który byłby od razu gotowy wejść do gry, bądź być godnym zmiennikiem Wojtka. Kiedy widziałem, że nic takiego nie ma w planach i żadnych ruchów się nie wykonuje, to spodziewałem się tego, że Łukasz w tej chwili nigdzie nie odejdzie. Nie jest tak, że pozwala się bramkarzowi odejść, a później zaczyna się szukać jego następcy. Najpierw szuka się następcy, a później pozwala się zawodnikowi odejść. Odebrałem to w ten sposób - jest okres przygotowawczy, bramkarze rywalizują między sobą i tak to zostało prawdopodobnie zaplanowane na tę rundę - podsumowuje Andrzej Dawidziuk i zastrzega, że nie chce w mediach sugerować najlepszego rozwiązania.
Powiązane tematy
Reklama
Reklama