Eurosport
Widzew - Legia Warszawa: wynik, bramki, relacja - Totolotek Puchar Polski
📝
30/10/2019, 21:36 GMT+1
Oczekiwania były spore, piłkarski klasyk nie zawiódł. Legia Warszawa po sześciu latach przerwy spotkała się z Widzewem, pokonała go na jego stadionie 3:2, dzięki czemu zameldowała się w 1/8 finału Totolotek Pucharu Polski.
Foto: Eurosport
Obie drużyny po raz ostatni zagrały ze sobą, gdy Widzew - dziś trzecioligowiec - występował jeszcze w ekstraklasie. Magia jednego z największych polskich klasyków wróciła dopiero po sześciu latach. Mecz obejrzało 18 tysięcy kibiców - komplet, ale chętnych na zakup biletu było co najmniej dwa razy więcej. O tym jak poważnie traktowała to starcie Legia świadczył jej wyjściowy skład. Aleksandar Vuković wystawił najmocniejszy, na jaki w tej chwili może sobie pozwolić. Z jednym wyjątkiem - Radosława Majeckiego zastąpił w bramce Radosława Cierzniak.
Widzew walczył, Legia grała
Niesieni dopingiem łodzianie zaczęli ambitnie, w samej grze brakowało im jakości, ale gdyby na przerwę schodzili z prowadzeniem, nikt nie miałby o to pretensji. Jedną, za to stuprocentową okazję, sprezentowali im goście. Swoich kolegów z obrony wyręczył Cierzniak, zatrzymując strzał z bliska Przemysława Kity.
Wcześniej o wiele groźniejsi byli legioniści. Na dobrą sprawę mogli oni "zamknąć" mecz już po pierwszej połowie. Paweł Wszołek po ładnym wyjściu na pozycję przegrał pojedynek z bramkarzem. W jeszcze lepszej sytuacji Arvydas Novikovas minął strzałem Wojciecha Pawłowskiego, ale posłał piłkę obok słupka. Najbliżej szczęścia był Jose Kante, którego uderzenie głową trafiło w poprzeczkę.
Trzy gole w trzynaście minut
Goście odzyskali skuteczność zaraz po wyjściu z szatni. Uderzyli ze zdwojoną siłą. Nie minęły trzy minuty i po indywidualnej akcji Michała Karbownika strzałem z bliska prowadzenie dał im Kante. Niedługo potem Domagoj Antolić trafił w słupek. Szczęście było z Widzewem tylko przez chwilę, bo jeszcze w tej samej akcji Kante dograł przed bramkę, gdzie formalności dopełnił Wszołek.
/origin-imgresizer.eurosport.com/2023/03/21/3663070.jpg)
Foto: Eurosport
Łodzianie wydawali się być na łopatkach, gdy nagle otrzymali kolejny prezent od rywala. W niegroźnej sytuacji Igor Lewczuk zupełnie niepotrzebnie wyciął w polu karnym Daniela Mąkę, a jedenastkę na gola zamienił jeden z najskuteczniejszych strzelców ekstraklasy, autor 120 bramek - Marcin Robak.
Legia straciła kontrolę nad meczem. Po trafieniu swojego kapitana w widzewiaków wstąpiły nowe siły. Na efekty nie trzeba było dług czekać. Znów zaczęło się od Robaka, tym razem jego przechwytu. Z piłką na skrzydle znalazł się Bartłomiej Poczobut. Nie zwlekał, dograł od razu przed bramkę, gdzie naciskany przez Kitę rozpędzony Artur Jędrzejczyk niefortunnie skierował piłkę do swojej bramki.
/origin-imgresizer.eurosport.com/2023/03/21/3663071.jpg)
Foto: Eurosport
Gospodarze wrócili do gry i na dobre uwierzyli, że mogą pokonać wicemistrzów Polski. O bronieniu dostępu do własnej bramki nie myśleli, bardziej zależało im na zdobyciu kolejnego gola. Blisko byli po strzale głową Mąki, tym razem na drodze stanął dobrze dysponowany Cierzniak.
Niewykluczone, że była to jedna z najważniejszych interwencji tego spotkania, bo niedługo potem legioniści zaczęli sprawiać wrażenie drużyny, która opanowała nerwy. W kolejnych minutach coraz częściej gościli pod bramką widzewiaków.
Dobrej sytuacji nie wykorzystał Kante, przy następnej próbie tego napastnika zespół wywalczył jednak rzut rożny. To po nim piłka trafiła pod nogi Lewczuka, który precyzyjnym uderzeniem z kilkunastu metrów ponownie dał Legii prowadzenie, której ta przez kolejne dziewięć minut, ostatnie w tym meczu, już nie oddała.
Widzew - Legia 2:3 (0:0)Bramki: Kante 48’, Wszołek 51’, Lewczuk 84’ - Robak 58’ (k.), Jędrzejczyk 73’ (sam.)
Autor: TG / Źródło: eurosport.pl
Powiązane tematy
Reklama
Reklama