Eurosport
25 lat temu śmiertelny wypadek miał Ayrton Senna
📝
01/05/2019, 07:12 GMT+2
Na Ayrtona Sennę, kierowcę podziwianego, kierowcę kochanego jak świat długi i szeroki, śmierć zaczaiła się 1 maja 1994 roku. Nie odpuściła mu, kiedy jego bolid wypadł z toru i z potężną siłą wbił się w beton bandy. Brazylijski mistrz miał wtedy 34 lata.
Foto: Eurosport
W Tamburello auta wpadały na pełnym gazie, czyli z szybkością przekraczającą 300 km/h. W sezonie 1989 miał tam wypadek Gerhard Berger. Wybrali się potem z Senną obejrzeć feralne miejsce. Rozważali, czy betonowej ściany nie powinno się przesunąć o kilka metrów. - Nie można było tego zrobić, bo tuż za nią płynie potok - wspominał Berger.
Pięć lat później o betonową ścianę w zakręcie Tamburello roztrzaskał się Williams prowadzony przez Sennę.
Krwawy sport, rosyjska ruletka
Wypad w przeszłość tego sportu jest szokujący. Smutny i przygnębiający. Konieczny, by pokazać, czym Formuła 1 była dekady temu. Kim byli ludzie, decydujący się na wsiadanie do bolidów.Sir Jackie Stewart robił to w latach 60. i 70 ubiegłego wieku. Dobry był, zgarnął trzy mistrzostwa świata. Jako emeryt którejś bezsennej nocy zaczął liczyć przyjaciół, którzy zginęli za kierownicą, na torze i poza nim. Trudno czytać jego słowa spokojnie. Naliczył 57. - W moich czasach to był krwawy sportem. Przypominał rosyjską ruletkę - stwierdził Szkot. Jak przytaczać słowa opisujące to, co przeżywali jego żona i syn? - Doskonale wiedziałem, przez co przechodzili. Syn pytał, kiedy zginę. Miał nerwowy tik. Nigdy nie wiedział, czy z wyścigu wrócę do domu. W tamtych ponurych czasach w bolidach nie było pasów bezpieczeństwa. Na torach nie było poboczy. Nikt nie słyszał o barierach ochronnych.- Nic nie było w stanie powstrzymać mnie przed wyścigami - mówi Stewart.
/origin-imgresizer.eurosport.com/2023/03/08/3613547.jpg)
Foto: Eurosport
Uszy rozrzucone w trawie
Dopiero dramatyczny wypadek Nikiego Laudy na Nuerburgringu, w roku 1976, radykalnie wpłynął na bezpieczeństwo. Austriak przypomina Fantomasa. Twarz po licznych przeszczepach skóry, przyszyte ucho. Ma szczęście, że żyje. Jego Ferrari odbiło się na od bandy i uderzyło w inny bolid. Lauda został uwieziony we wnętrzu samochodu, który zaczął się palić. Inni kierowcy zatrzymali się, rzucili w płomienie i wyciągnęli go na zewnątrz. Austriak nawdychał się gazów toksycznych, po wypadku zapadł w śpiączkę. Był w stanie krytycznym, ksiądz udzielił mu ostatniego namaszczenia.
Potrafi wspominać tamte wydarzenia z humorem. W 2007 roku razem z przyjaciółmi odwiedził feralny zakręt. Jeden z kolegów rozrzucił w trawie świńskie uszy, by Niki odnalazł to swoje, utracone 31 lat wcześniej.
/origin-imgresizer.eurosport.com/2023/03/08/3613551.jpg)
Foto: Eurosport
Zwolnił do 208 km/h
W latach 90. XX wieku F1 wciąż była sportem niebezpiecznym, ale - co by nie mówić - bez porównania bezpieczniejszym, niż w czasach i Stewarta, i Laudy. A jednak śmierć wciąż czyhała na tych szaleńców. 1 maja 1994 roku nad Autodromo Enzo e Dino Ferrari w pobliżu Imoli kierowcy walczyli w Grand Prix San Marino. Dokładnie o godz. 14.17 bolid prowadzony przez Sennę, trzykrotnego mistrza świata i idola kibiców, z prędkością 309 km/h wjechał w zakręt Tamburello. Nie skręcił w lewo, z potężną siłą wpadł w beton bandy.Jak wykazały późniejsze analizy, Brazylijczykowi udało się zwolnić do 208 km/h.Tamten weekend był fatalny od początku do końca, wyścig nie powinien był się odbyć.
/origin-imgresizer.eurosport.com/2023/03/08/3613557.jpg)
Foto: Eurosport
Miał nadzieję, że Roland przeżyje
Pierwszego dnia treningów wypadek miał młody Brazylijczyk Rubens Barrichello, przez samego Sennę typowany na swojego następcę. Auto z Rubensem w środku wystrzeliło w powietrze i zatrzymało się na siatce oddzielającej tor od trybuny wypełnionej kibicami. Siatka na szczęście wytrzymała.Senna był wstrząśnięty.Dzień później Roland Ratzenberger przy szybkości 320 km/h wpadł w ścianę. Szanse na uratowanie Austriaka były bliskie zeru. Senna popędził do szpitala, mimo wszystko miał nadzieję, że Roland przeżyje. Kiedy w korytarzu spotkał lekarza, ten przecząco pokręcił głową.Wieczorem, na spotkaniu kierowców, Brazylijczyk zaproponował, by dwa tygodnie później zebrali się w Monte Carlo i porozmawiali o poprawie bezpieczeństwa na torach.
"Pozdrawiam mojego przyjaciela"
Nazajutrz, 1 maja, zachowywał się inaczej, niż przez całą swoją karierę. Był rozdrażniony, rozkojarzony. Odmawiał wspólnych zdjęć z kibicami. Podobno powtarzał, że nie chce startować w wyścigu na Imoli. Kiedy założył hełm, zwrócił się bezpośrednio do śledzącej jego ruchy kamery: "Pozdrawiam mojego przyjaciela Alaina Prosta. Alain, bardzo nam ciebie brakuje". To był szok dla wszystkich, bo przez całą karierę Senna i Prost nie przepadali za sobą. Byli wrogami, najkrócej to określając.Na starcie wyścigu doszło do kraksy dwóch bolidów. Na torze pojawił się samochód bezpieczeństwa. Senna jechał tuż za nim. Kiedy kierowcy dostali komunikat, że znowu mogą się ścigać, on i jadący za nim Michael Schumacher odłączyli się od stawki.O 14.17 bolid Brazylijczyka zaczął pokonywać Tamburello…W telewizji oglądała to Adriane Galisteu, przyjaciółka kierowcy i - podobno - jego przyszła żona. Mieli się spotkać po weekendzie.Według niektórych doniesień we wraku Williamsa znaleziono zwiniętą austriacką flagę, Senna zamierzał uczcić pamięć Ratzenbergera.
Kierowcy nie wiedzieli
Wyścig dokończono. Wygrał Schumacher. Trzecie miejsce zajął wtedy Mika Hakkinen.- To była dziwna sytuacja, miałem mieszane uczucia - przyznał Fin po latach. - My, kierowcy, nie byliśmy poinformowani o tym, co się stało. I podczas wyścigu, i konferencji prasowej. Wtedy nie wiedziałem, że Senna zginął.
Wsiadając do bolidu przed wyścigiem wiedział za to, że dzień wcześniej zginął Ratzenberger. Jak po takim dramacie tak szybko można wrócić do rywalizacji? Jak zapomnieć, jak sobie poradzić z własną wyobraźnią? Te pytania irytują Hakkinena. - A co miałem zrobić? Powiedzieć "do widzenia" i iść do domu? Wykonywałem swój zawód i wiedziałem, że ten zawód jest niebezpieczny. W innych sportach ludzie też giną, na przykład w boksie.
/origin-imgresizer.eurosport.com/2023/03/08/3613561.jpg)
Foto: Eurosport
Mural wysoki na 41 m
W Brazylii zapanowała żałoba. W dniu pogrzebu blisko 20-milionowe Sao Paulo było sparaliżowane. Trumnę wystawiono w kaplicy w publicznym parku. Okryto ją narodową flagą, postawiono na niej kask. Kolejki były ogromne. Ludzie płakali, rozlegały się salwy honorowe. Przyleciał Prost, choć do końca zastanawiał się, jak przyjmą go rodacy Senny. Przez kilka dni mecze piłki nożnej zaczynano minutą ciszy.
Na prywatny cmentarz Morumbi, w odległej od centrum dzielnicy Sao Paulo, nie jest łatwo trafić. Do bramy dochodzi się cichą alejką. Gładko przystrzyżona trawa, żadnych nagrobków, żadnych pomników. Senna pochowany jest w grobie 0011. Mała, mosiężna tabliczka, na niej wygrawerowane nazwisko, data urodzin i śmierci. I napis: "Nic nie powstrzyma mnie od miłości do Boga". Ludzie zostawiają kwiaty, kartki, robią zdjęcia.Minęło 25 lata. Przed Grand Prix Brazylii w roku 2015, na wieżowcu w Sao Paulo powstał mural na część mistrza, wysoki na 41 metrów. Senna jest w hełmie, skupiony, przygotowany do walki na torze. Taki, jakiego wszyscy go pamiętają.
/origin-imgresizer.eurosport.com/2023/03/08/3613565.jpg)
Foto: Eurosport
I będą pamiętać.
Autor: rk / Źródło: eurosport.pl
Powiązane tematy
Reklama
Reklama